Ile Sceny znamy?

Scena ma już za sobą lata swojej świetności[1]. Czasy, gdy party o zasięgu ogólnokrajowym przyciągały setki uczestników bliższe tysiącowi, pewnie już nie powrócą (choć kto wie skoro przewrotna moda na przeróżne oldskule pojawia się co i rusz), bla bla bla, itd… chwila. Stop. To nie będzie kolejny rzewny tekst wspominkowy o tym ‚jak smakowała kiełbasa za okupacji’. Świat i tak nie wierzy łzom ;). Tym razem będzie o tym jak widzieliśmy scenę kiedyś, jak ją widzimy dzisiaj, i ile zostało w niej do odkrycia. Moją teza jest, wbrew pozorom, bardzo optymistyczna. Ale do rzeczy…

Człowiek zapomina czasem jak to było kiedyś, kiedy niczego nie było. Znaczy, że Internetu. Jechało się na giełdę po to, żeby nagrać paczkę dyskietek, w tym kilka demek, ze dwa dyski modułów i jakąś gierkę dla odmiany, po dokonanej w domu coraz ostrzejszej selekcji wśród posiadanego juz stuffu. W kulminacyjnym okresie produktywności scenowej nie było fizycznie wręcz możliwe ogarnięcie całości napływającego stuffu, bo czas, wbrew pozorom, wówczas również nie był z gumy, a do większości osób zainteresowanych docierały po prostu najbardziej chwytliwe i klasyczne produkcje z pierwszych miejsc party, pomijając długi ogon na kilkanaście dalszych pozycji dla którego szkoda było fatygować dysków czy impulsów telefonicznych [2]. Lepsze w tym wypadku wyparło gorsze w naturalny sposób, a to co dostrzegalne to wierzchołek demogóry lodowej (lub sterty rupieci).

Podobny schemat powielany był (i jest) podczas party na których prezentowane są starsze i nowsze demka. W naturalny sposób promuje się najlepsze produkcje, które stały się klasyką scenową i mimowolnie, same z siebie utrwalają się w świadomości uczestnika party. Dzieki temu jesteśmy w stanie jednym tchem wymieniać amigowe dema (bo oczywiście, jako ex. i neo-(fito)-amigowiec piszę głównie z amigowej perspektywy), takie jak np: „Techonological Death”, „Desert Dream”, Hardwired” oraz wiele innych, topowych produkcji, których pula wypełnia niejedno, wielogodzinne demoshow. W efekcie tego na każdym party, chcąc tego czy nie, przypominamy sobie produkcje, które doskonale pamiętamy, a umyka wspomniany wcześniej ogonek starszych, mniej być może efektownych demek, które okryły się grubszą warstewką kurzu, a może zasługują na minimum atencji.

Dlaczego jednak, skoro mamy lepsze, mielibyśmy w ogóle promować, czy oglądać gorsze? To zapewne kwestia osobistego poglądu, niemniej moje zdanie jest takie, że powtarzane po wielokroć pozycje tracą na wartości, stają się oklepane i najnormalniej w świecie nudzą. Znamy, to przysłowiowe „Desert Dream” na pamięć, od czasu do czasu przyjemnie jest wrócić do dema na tym poziomie wykonania, na tak archaicznym sprzęcie jak Amiga 500. Na pewno rekomendowałbym je osobie przygotowującej prelekcję o scenie dla laików, a gdyby zrobić badanie ankietowe wśród scenowców o „odsklulowe dema amigowe pierwszej preferencji do scenowego wieczorku przy flaszce” zapewne uplasowało by się ono w czołówce. Ale nie sądzę, aby powtarzanie go po wielokroć podczas party demoscenowego było jakoś szczególnie pożyteczne. To tak jakby metalowcy podczas każdej imprezy słuchali ‚Unforgiven’ (co chyba czynią ;>).

Dziś nie istnieją już żadne opory natury technologicznej. Całe obrazy płyt pobieramy z sieci w pare minut. Tworzone są fajne i wygodne bazy dem, które można przeczesywać wzdłuż i w poprzek. Pomocny bywa nawet Youtube ze swoimi nieco randomowymi sugestiami, zbijających skojarzenia z wytartych szlaków oraz z możliwością szybkiego przewijania. Podobnież emulatory ułatwiają przekopanie się przez dziesiątki obrazów, których na dyskietkach nie sposób byłoby ogarnąć. Przewrotnie, hermetyczność międzyplatformowa także gra do tej bramki, gdyż rozeznanie w ciekawostkach u braci zza miedzy zwykle jest mniejsze, a więc potencjał do nadrabiania… jaki? Wiecie, że większy przecież.

Jest w tym wszystkim szansa na wykopanie ciekawych produkcji scenowych, które przepadły gdzieś w pomroce wiekowej niepamięci (przecież najstarsze mają już przeszło po 20 lat), które zaskoczą niejedną osobę może bardziej, niż ten przysłowiowy „Desert Dream”, nie efektem może nawet, ale samym faktem dokonania odkrycia jakiejś małej, scenowej Ameryki w 2012 roku. Im dalej tym łatwiej?

  1. [1] Markku Reunanen Pouet.net visualized
  2. [2] Axel D. w magazynie Silesia #2 z 1994 roku, w artykule „Nowe Demosy – ZACHÓD” pisze: (…) do Polski trafiają tylko te najlepsze demosy z zachodu, a tych gorszych też jest z pewnością cała masa tylko, że my ich nie dostajemy.

6 komentarzy Ile Sceny znamy?

  • kempy

    Czy łatwiej? Nie sądzę. Do momentu, aż ktoś nie wymyśli jakiegoś ultra-skryptu, który będzie sam ściągał wszystko z danego archiwum, rozpakowywał, odpałal WinUAE w wybranej konfiguracji, robił zrzuty i umieszczał na Youtube, wiele rzeczy zaginie w pomrokach dziejów.

    Inną sprawą jest fakt, że jutiub teraz zapchany jest nędznymi zrzutami z WinUAE, często sprzed kilku lat, gdzie ich żałosna jakość woła o pomstę. I odstrasza.

    • g

      No tak, ale wiesz… nie o Youtube tutaj chodzi zasadniczo.

      • kempy

        Byłem swego czasu typem sznuktacza i z benedektyńską wręcz cierpliwością próbowałem przeglądnać każde demo/intro (oraz często grę), które wpadło mi w ręce. Kombinując z konfiguracjami miśki, różnymi degraderami, kickstartami i tym podobnymi protezami. W pewnym momencie dałem sobie z tym spokój, gdyż ilość – w moim mniemaniu – chłamu była przytłaczająca. Stąd albo będzie więcej ludzi pamiętających jeszcze swoje prywatne perełki i zacznie je uwieczniać/promować w formie animacji, albo baza wszystkich dem w magiczny sposób stanie się dostępna dla wszystkich w formie avi tak żeby każdy mógł sobie je oglądać online. I im więcej byłoby takich jutubowych archeologów tym większa szansa na wykopanie czegoś interesującego.

  • mq

    patrząć na te wykresy tworzyliśmy na amidze u szczytu jej popularności..

  • Slayer

    Fajny tekst – poczułem się prawie jak czytając jakiś scenowy zin :) Z zawartymi tezami ciężko się nie zgodzić, choć trzeba pamiętać, ze pomimo „emu-tubowych” ułatwiaczy, wielu ludzi stało się bardzo leniwych i zmanierowanych przez wszechogarniający konsumpcjonizm. Dla nich nawet wysiłek emu-tubowy to za wiele. Ale – jak pisze kempy – tutaj zaczyna się rolą scenowych archeologów. A tak dobrych narzędzi do tejże archeologii nigdy wcześniej nie mieliśmy.

    ps. a wrzutka z Alchemy/Rage zacna – kompletnie zapomniałem o tej produkcji, a lubiłem swego czasu.

Leave a Reply