Bańkiet okolodemoscenowy, 17-18.12.2011, Poznań

Na wiesc o imprezie wymyslonej przez Silenta na miejsce corocznej AmiWigilii, postanowilem udac sie do miasta skapstwa. W pociagu relacji Katowice-Poznan grasowala ekipa kieszonkowcow. Siedzialem w przedziale zaraz za konduktorami. Najpierw przyszla baba, ktorej z plecaka wyciagneli komorke. Potem dziewczyna, ktorej ukradli portmonetke z biletem i dokumentami. Znalazla sie w ubikacji, oczywiscie bez kasy. Sluchalem smiesznych rozmow jakie prowadzil przez komorke facet z krakowskiej Mensy. Gosciu nie mial w ogole pojecia z kim jedzie w przedziale. Wysiadl w Kleszczewie. Podroz do Poznania trwala ponad 6 godzin. W domu narysowalem sobie mapke Poznania z zaznaczonymi najpopularniejszymi kebabowniami. Busem 51 pojechalem na Solska. Arabskie bistro Luxur powitalo zamknietymi podwojami, bo bylo czynne tylko do 16. Miejscowka numer 2 to Tek Doner na Sierocej, ale nie byl jednak tak dobry jak opisy z internetu.

Znalazlem sie na Wroclawskiej i wszedlem do Proletaryatu. Piwo kosztowalo 6 zl. W srodku siedzieli Silent z Emi, Bloodman, Kolacz, Informer, Kiero, Inqb z kolega z Ostroleki, Gabrysia ktora przyleciala z Frankfurtu, Argasek z trzema znajomymi z Krakowa, Voyager, Gorzyga, Deadman, jakis poznaniak z komodorkiem. Imprezowalismy przy kilku zlaczonych stolikach, a obok byla damska osiemnastka. Nagle przyszedl Magiel i powiedzial ze gra dzis w klubie IQ. Zacheceni darmowym wejsciem, zrezygnowalismy z pojscia do klubu 8-bitow. Najpierw jednak poszlismy na miasto. Informer kupil calego kurczaka z rozna. Zatrzymalismy sie na kebaba w kolejnym lokalu z sieciowki Tek Doner. Tutaj rowniez bez rewelacji, mimo ze koledzy uprzedzili obsluge ze na sali jest recenzent kebabowy. Dziwi mnie tylko wygorowana cena takich kebabow, 12-13 zl. W Katowicach sa takie po 6 zl (w promocji). W sklepie uzupelnilismy zapasy alkoholu zrzucajac sie na piwo, wino i litrowego Jacka Danielsa. Gorzyga poszedl szukac koli z cukrem. Informer przyniosl skrzynke Lecha. Zahipnotyzowalo mnie patrzenie jak Turek kroi obracajacego sie kebaba. I tu niespodzianka, bo okazalo sie ze stoimy wlasnie pod hostelem By The Way.

Po wejsciu na 3 pietro kamiennicy okazalo sie, ze mamy wynajete dwa pokoje na 10 i 6 miejsc noclegowych (pietrowe lozka). Na party bylo 20 osob wiec spoko. Voyager probowal podlaczyc komodorka. Ogladalismy dema w sali telewizyjnej hostelu, ale obsluga kazala sciszyc. Taka interwencja juz na samym poczatku nie wrozyla niczego dobrego. Przenieslismy sie wiec ze sprzetem do pokoju. Silent robil co mogl zeby bylo cicho, ale jak uslyszal ze wiekszy halas dobiega z pokoju nizej to dal sobie spokoj. Rownolegle trwala impreza w sali tv, w ktorej byl tez komputer z dostepem do internetu. Na sali staly kanapy dla ludzi, ktorzy nie zmiescili sie na krzeslach przy stole. Hostel posiadal rowniez lazienki z prysznicami oraz kuchnie z naczyniami, kubkami i kieliszkami. Ciekawa opcja byly tez rusztowania na ktore mozna bylo wyjsc przez okno i przechodzic miedzy pokojami. Kolacz jak przykladny maz poszedl do domu o 1 w nocy.

W planach mialo byc wyjscie na miasto, ale z powodu braku chetnych poszedlem tylko z Gabrysia (siostra Inqb). O drugiej poszlismy do IQ, gdzie maglowal Dj Magiel, ale o tej porze nie bylo juz po nim sladu. Pogralismy na pilkarzykach i okolo 3 klub zostal zamkniety. Poszlismy do 8-bitow, nie wiem tylko dlaczego kierowalem nas w strone Ankara Kebab. Zapytalismy przechodniow jak trafic do klubu, ale dopiero kierowca taxi wskazal nam wlasciwa droge. Wejsciowka kosztowala 10 zl. Na parterze byla sala z muzyka w stylu wirujacego prania. Na gorze byly dwie sale z przyjemniejsza dla ucha muzyka. Po uzupelnieniu plynow i wyrownaniu poziomu alkoholu we krwi poszlismy na parkiet. Swietnie sie bawilem w towarzystwie Gabrysi, a trzeba dodac ze jest to bardzo atrakcyjna dziewczyna, bedaca ozdoba scenowych imprez. Szalelismy do 6, gdy nagle zaczeli zamykac lokal. Na party place wrocilismy okolo 6.30, kilka osob bylo jeszcze na nogach. Potem jeszcze pilem z Kiero i Informerem, w oczekiwaniu na podanie sniadania wliczonego w cene noclegu (40 zl).

Okolo 8.30 przyjechala policja i weszla na party place razem z wlascicielami hostelu. Gosciu z obslugi wskazal im mnie! Zazadali dokumentow, a ja bylem zaskoczony i nie bardzo wiedzialem o co chodzi. Zaczeli przeszukiwac hostel i z pokojow wyciagneli jeszcze Kiera i Informera (przez co obudzili tez Gorzyge) i cala nasza trojke wyprowadzili z hostelu (bez sniadania). Myslalem ze nas aresztuja albo zawioza na izbe, ale tylko kazali nam sobie pojsc i czekali w radiowozie czy nie bedziemy wracac (dostalismy hauswerboten). Trzeba bylo wybrac znowu Cinnamon hostel, przynajmniej obsluga pije z nami a nie wzywa policje. Informer zabral Kiera na chate na dalsze picie, a ja z Gorzyga poszlismy na pociag. W dworcowej Biedronce zrobilismy zakupy i jak dostalem maly rachunek do zaplaty to nie moglem uwierzyc w tak niskie ceny czym wzbudzilem wesolosc kasjerki. Posiedzielismy troche w McDonaldzie, kupilem jeszcze detektywa na droge. 10.30 rozeszlismy sie do swoich pociagow. Do Katowic przyjechalem 16.30.

Sebaloz/Lepsi.De

1 comment to Bańkiet okolodemoscenowy, 17-18.12.2011, Poznań

Leave a Reply