Na wiesc o imprezie wymyslonej przez Silenta na miejsce corocznej AmiWigilii, postanowilem udac sie do miasta skapstwa. W pociagu relacji Katowice-Poznan grasowala ekipa kieszonkowcow. Siedzialem w przedziale zaraz za konduktorami. Najpierw przyszla baba, ktorej z plecaka wyciagneli komorke. Potem dziewczyna, ktorej ukradli portmonetke z biletem i dokumentami. Znalazla sie w ubikacji, oczywiscie bez kasy. Sluchalem smiesznych rozmow jakie prowadzil przez komorke facet z krakowskiej Mensy. Gosciu nie mial w ogole pojecia z kim jedzie w przedziale. Wysiadl w Kleszczewie. Podroz do Poznania trwala ponad 6 godzin. W domu narysowalem sobie mapke Poznania z zaznaczonymi najpopularniejszymi kebabowniami. Busem 51 pojechalem na Solska. Arabskie bistro Luxur powitalo zamknietymi podwojami, bo bylo czynne tylko do 16. Miejscowka numer 2 to Tek Doner na Sierocej, ale nie byl jednak tak dobry jak opisy z internetu. Czytaj dalej: Bańkiet okolodemoscenowy, 17-18.12.2011, Poznań