Raport z X 2012

X 2012
26-28.10.2012, Someren, Holandia

W piatek rano kupilem kebaba przy katowickim dworcu i pojechalem autobusem na lotnisko. Po wyjsciu z busa spotkalem Rodneya, Luke, Randalla i Elbana. Nie czekali jednak na mnie tylko na Bimbra i Wacka, ktory odstawial samochod na parking. Weszlismy do budynku terminala, wyciagnalem kebaba a Wacek rozdawal karty pokladowe Wizzaira. Bilet bilet kupilem 5 miesiecy, lot w dwie strony kosztowal 214 zl. Nagle pojawila sie Lolita przywieziona przez Rafa, ktory chcial ale nie mogl leciec na party, bo musial pilnowac forum przed klonami Olo. W zastepstwie wyslal swojego najblizszego przyjaciela, Kisiola z najwiekszego polskiego forum o c64. Do Pyrzowic przyjechali tez Kenji, Gryf i amigowiec BlackWine. Kilku scenowiczow wyszlo przed terminal zeby zapalic blanta. Najebani powietrzem przeszli nastepnie przez bramke bezpieczenstwa, nie dajac najwyrazniej podstaw do kontroli osobistej, a psy siedzaly cicho na gangnam smyczy.

W sklepie wolnoclowym kupilem 3 litry Zubrowki w promocyjnej cenie 58 zl. Kenji wzial tez litra, a Lolita kupila piersiowke, ktora zreszta zaraz wypila przed wejsciem do samolotu. Polski kontyngent na X liczyl 12 osob, pasazerowie ustawili sie w dwoch kolejkach. Po prawej Wacek, Randall, Elban i Bimber z wykupionymi priorytami wejscia na poklad za 18 zl, a po lewej reszta ktora wolala przyoszczedzic na flaszke. W pazdzierniku zmienily sie przepisy dotyczace wymiarow bagazu, ktory mozna bezplatnie wniesc na poklad samolotu. Obsluga Wizzair dyskretnie mierzyla wzrokiem plecaki, bo za niewymiarowy bagaz pasazer musi doplacic 45 zl. Wylot nastapil 11.15, a lot trwal okolo 2 godzin. Na pokladzie samolotu uzytkownik forum c64power kupil Lolicie piwo. Zaraz po wyladowaniu rozlegly sie ciche oklaski dla pilota, zainicjowane przez komodorowska scene.

Terminal w Eindhoven byl w remoncie, zatrzymalismy sie przy bankomacie, z ktorego zostaly wyplacone eurasy. Samolotem z Wroclawia przylecial Provee. Po Lolite przyszedl jakis gosciu i zabral ja na wycieczke do Amsterdamu. Nie wygladal na handlarza zywym towarem. Wacek usiadl na lawce i wyciagnal komputer, zeby sciagnac pdfy z szescioma kartami pokladowymi na lot powrotny, ktorych zapomnial wydrukowac. Jesli ktos nie ma wydrukowanej karty to musi zaplacic 15 euro. 6×15 euro = 90 euro. Wacek tak sie ucieszyl, ze zostawil bagaz na lawce przed lotniskiem i poszedl z nami na autobus. Byla godzina 13.30. Nikt z obslugi nie zainteresowal sie pozostawionym bagazem, mimo ze w srodku byla bomba w postaci nowego dema Arise.

Do centrum Eindhovem mozna bylo dostac sie specjalnym lotniskowym busem 401. Zlikwidowany zostal kiosk z tanimi calodobowymi biletami za 3 euro. Tyle samo kosztowal teraz bilet jednorazowy, ktory mozna bylo kupic w maszynie. W odroznieniu od polskich automatow biletowych, tutaj oprocz monet przyjmowane byly rowniez karty bankomatowe. Niestety euro zostalo przeliczone po zlodziejskim kursie 4.314 z synca, a jeszcze dzien wczesniej w polskim kantorze kupowalem euro po 4.19. Zajelismy miejsca siedzace na koncu autobusu, a po przejechaniu dwoch przystankow, Wacek, Bimber i Luke wysiedli z autobusu i wrocili na lotnisko po zapomniany bagaz. Dojechalismy do centrum Eindhoven i przesiedlismy sie do podmiejskiego autobusu 20. Kierowca za wejscie chcial nastepne 3 euro i mial problem z wydawaniem reszty z banknotow.

Okolo 14.30 wysiedlismy w Someren i udalismy sie do centrum tego malego miasteczka. Elban i Randall weszli do najblizszego sklepu z jedzeniem. Okazalo sie ze byl tam tez maly rynek i buda z napisem Donar Kebab Safe. Za 10 euro zamowilem olbrzymiego kebaba z dwoch nalesnikow. Mial dlugosc zapiekanki z Olsztyna i byl najwiekszym kebabem jaki kiedykolwiek zjadlem. Koledzy wzieli 4 male kebaby, a zadowolony sprzedawca dal nam jeszcze darmowe napoje energetyczne. Obok byl bankomat oraz knajpa do ktorej weszlismy. Piwo kosztowalo jakies 4 euro i bylo to naprawde male piwo. W piatke zostalismy tam jakies 2 godziny i wypilismy po kilka piwek z wodka dolewana spod stolu. Po wyjsciu znowu znalezlismy sie pod kebabem, wiec korzystajac z okazji wzialem jednego na droge.

Impreza odbywala sie w tym samym osrodku wypoczynkowym co 2 lata temu. Weszlismy do jednego z budynkow przeznaczonych na noclegi. Zostaly zajete dwa duze 12-osobowe pokoje z pietrowymi lozkami. W glownym budynku sprzedawane byly wejsciowki po 90 euro. W cene byly wliczone noclegi, wyzywienie i piwo. Jedna ze skrzynek zostal przeniesiona do noclegowni i nagle przyszlo dwoch organizatorow, ktorzy mieli cos przeciwko piciu piwa w tym miejscu. Kordi odpowiedzial ‚we are good’ i to haslo stalo sie nowym sloganem Arise. W takich okolicznosciach zostaly otwarte butelki z wodka, ktora czestowalismy zagranicznych scenowcow. Jeroen Tel przyszedl do nas przygotowac sie do koncertu, wiec napilem sie tez z nim. Sam koncert odbyl sie w sali znajdujacej sie w podziemiach glownego budynku, przeznaczonej wlasnie na koncerty i kompa. Nie mozna tam bylo wnosic butelek, ale rozdawane byly puszki z piwem, takie malutkie wiec trzeba bylo brac po dwie.

Z Polakow mieszkajacych poza granicami kraju pojawili sie Dezert, Booker, Leming, Cactus, Scarab i Digger. Wieczorem podjechal snack car z przyczepa w ktorej miescil sie mobilny fast food. W ramach darmowej kolacji mozna byla bezplatnie dostac kielbaski i frytki. W kolejce stalo 30 osob, wiec znalazlem sposob zeby dostac sie bez. Mozna bylo zjesc ile sie chcialo. Chyba ostatnim autobusem z Eindhoven przyjechali Brush z Creshem, a z wycieczki po Amsterdamie wrocila tez Lolita. Nastepne kilka godzin minelo na integracji i piciu. Psycho przyjechal samochodem ze Szczecina. Palcerek pil gdzies z Axisem i Grahamem. Ktos przyniosl trawke kupiona od dilera handlujacego pod coffee shopem w Eindhoven, bo po zmianie przepisow legalne zakupy moga tam robic tylko obywatele Holandii. Polozylem sie wczesniej, zeby nie zasnac nastepnego dnia na kompach. Sen mialem z dupy.

Sniadanie mialo byc o 10, ale obudzilem sie jak stolowka byla juz pusta. Czesc Polakow poszla na miasto po jedzenie. Demo Arise zostalo oddane do sprawdzenia na kompo maszynie ze stacja dyskow 1541-II. Demo padlo dwa razy w roznych miejscach, ale bylo puszczane z dyskietki, a tymczasem podczas kompo dema mialy byc puszczane jak zwykle z Ultimate, chyba ze ktos zyczyl sobie inaczej np Offence i Fairlight. Zapowiadany mecz nie odbyl sie z powodu braku chetnych, zreszta nie bylo tez pilki. Kordi rozpalil grilla i zaczal smazyc niemieckie kielbaski oraz holenderskie mieso. Kazdy przynosil co mial, polskie jedzenie, chleb, widla i powidla, wodke, napoje energetyczne. Jeff przyszedl po Lolite i wlasciwie nie opuszczal jej juz do konca party. Psycho na party konczyl zaka na kompo, a Archmage rysowal grafike.

Przyjechal snack car, ale tym razem za kazda kielbaske chcieli 2 euro. Spokojnie mozna bylo poczekac do darmowej kolacji, ktora byla o 17.30. Grzecznie stalem w kolejce do jadlodajni i oddalem kupon, ktory uprawnial do zaladowania talerza do pelna. Do wyboru byly rozne holenderskie wynalazki, zrobilem sobie swiniomix wszystkiego i zalalem sosem. Na deser mozna bylo wziac budyn w kubeczku. Koszulki i inne komodorowskie gadzety mozna bylo kupic na stoisku prowadzonym przez Topiego. Ktos powiesil gumowa lale na drzwiach. Brush z Diggerem siedzieli przy lapkach i cos tam kodowali, ale zapowiadanego dema Elysium na X nie bylo. Deekay pokazywal nowe produkcje Crestu: Blureu 3d i Farmsong 3d. Pantaloon pokazywal kawalki nowego dema Fairlight. Na party bylo kilkadziesiat komputerow, mniej wiecej polowa to byly c64 a reszta to laptopy, na ktorych niektorzy rysowali albo kodowali.

Nagle na party pojawil sie Jericho, ktory przylecial samolotem na kompa. Prosto z hiszpanskiej delegacji, przylecial tez Darksoft mieszkajacy na codzien w Bielsku Bialej. Flea mial jechac autostopem ze specjalnymi koszulkami, ale ostatecznie zrezygnowal z przyjazdu. W sumie na party bylo ponad 230 osob, wliczajac kilkunascie osob zajmujacych sie organizacja party. O 19 zaczelo sie music kompo z dziewietnastoma sidami do odsluchania, w tym kawalki Randalla i Psycho. Na gfx kompo zgloszonych zostalo tylko 31 obrazkow. Z Polakow w kompo wzieli udzial: Carrion, Gryf, Questor, Joodas, Cobra i Strus, amigowiec ktory zadebiutowal na scenie c64. Odbylo sie crazy kompo, polegajace na odczytaniu tekstu z kartki, dla utrudnienia wszystko bylo napisane w jezyku polskim np gdzie jest najblizszy calodobowy sklep monopolowy?

Okolo polnocy rozpoczal sie opozniony koncert Reyna Ouwehanda rozpalajac sale do czerwonosci, ludzie tanczyli nawet kankana. Demo kompo rozpoczelo sie okolo 2 w nocy, zmurszale nozki daly sie we znaki scenowcom i czesc ludzi poszla juz spac. Zgloszonych zostalo 21 produkcji, ale z prawdziwego zdarzenia bylo tylko 10 dem. Po dlugiej przerwie, niezapomniani Censor Desing, wrocili na scene z nowym Wonderlandem. Kompa byly transmitowane na zywo przez internet, ale stream wysiadl gdzies w polowie kompo. W pewnym momencie organizatorzy powiedzieli, ze ktos zostawil dyskietke z jakas produkcja. Poczatek dema z niesmiertelnymi plazmami sugerowal, ze jest to Booze Design, ale gdy ukazala sie nazwa Coma Light 13, jasne bylo ze stoi za tym grupa Oxyron, ktora przez 3,5 roku nie wydala zadnego dobrego dema. Kod, grafika i muzyka staly na najwyzszym poziomie, demo nie wygladalo tez jakby bylo skladane po Pijaku.

Niespodzianka bylo swietne demo Hitmenu, Groepaz pokazal ze potrafi cos wiecej niz tylko gnoic Wacka na forum. Mozna bylo w koncu obejrzec dlugo oczekiwane demo Arise nazwane Biba 3, szacunek ze podjeli walke z Oxyronem, Censorem, Fairlightem, Offence czy Hitmenem. Kompo zakonczylo sie okolo 4.30, a potem Yazoo z Axisem rozdawali dyskietki z demem Oxyronu, ktore automatycznie trafilo na szczyt chartsow. Poszedlem juz spac gdy rozdane zostaly dyskietki z programem, ktory pozwalal na glosowanie na c64 i zapis glosow na dyskietce. Ogloszenie wynikow bylo o 5.30. Demo kompo wygral Oxyron przed Hitmenem i koooperacja Fairlight + Offence + Prosonix. Demo Arise zajelo 8 miejsce. Music kompo wygral Czech Sad, drugi byl Ole Marius Pettersen, a trzeci Magnar Harestad. Najwiecej glosow uzyskala grafika narysowana przez dziewczyne Sphinx, ktora pokonala Archmage i Pala. Wyniki moglyby zdenerwowac niejednego traktujacego scene inaczej niz tylko zabawe.

Rano nikt nie znal dokladnych wynikow, przepytalem kilka osob i kazdy podawal inna kolejnosc miejsc w demo kompo. Przynajmniej udalo mi sie wstac na sniadanie, ale mialem dodatkowa godzine z powodu zmiany czasu z letniego na zimowy, dzieki temu party trwalo godzine dluzej. W ramach szwedzkiego stolu, mozna bylo robic kanapki z czymkolwiek co wpadlo w rece. Zostal mi jeszcze litr wodki, ktorego nie moglem zabrac do samolotu, wiec trafil w rece Oxbowa – jednego z organizatorow party. Grupa kilkunastu Polakow udala sie na pobliski przystanek autobusowy. Nie bylo tylko Brusha, ktory juz o swicie pojechal na lotnisko. Autobus byl troche spozniony, ale przyjechal i przed 12 bylismy na dworcu w Eindhoven. Udalo mi sie szybko kupic kebaba i zdazylem jeszcze na autobus jadacy na lotnisko.

Kierowca nie chcial sprzedac biletu, wiec musialem kupic w automacie znajdujacym sie w srodkowej czesci autobusu. Po wyjsciu z busa zjadlem kebaba. Stalismy przed wejsciu na lotnisko gdy policja zaczela sprawdzac goscia siedzacego na lawce na ktorej 2 dni temu Wacek zostawil bagaz. Duzo aktywnosc sluzb mogla byc przypadkowa. Odlot mial byc o 13.45, wiec przeszedlem przez bramke bezpieczenstwa i stanalem w kolejce do wyjscia na plyte lotniska. Zapytalem Luka dlaczego ma najtanszy bilet bez priorytetu wejscia na poklad, odpowiedzial ze bilet dostal i nic za niego nie placil. Tymczasem obsluga Wizzair puscila ludzi z priorytetami, a kilka sekund pozniej mogla isc reszta towarzystwa. Miedzy grupami bylo pare metrow roznicy, a zeby dojsc do samolotu trzeba bylo pokonac kilkaset metrow.

Postanowilem udowodnic Wackowi, ze te priorytety sa nic niewarte, szybko dogonilem uprzywijowana grupe, ktora stala przed kolejna bramka. Moglem wejsc jako pierwszy na podklad, ale juz przestalo mi sie tak spieszyc. Lot trwal prawie 2 godziny i przylecielismy z malym opoznieniem. Po wyladowaniu Wacek glosno zasugerowal, ze w samolocie znajduje sie gwiazda rocka (ktorym nie dogodzisz). Dziewczyna siedziaca obok Randalla, rozejrzala sie po samolocie, ale nie rozpoznala nikogo z Afrokolektywu. Po 3-dniowym party nawet Wacek nie przypominal juz gwiazdy dnb z Razorpointa. Odjechal juz autobus do centrum Katowic, a nastepny mial byc za godzine, wiec nie bylo sensu brac taksowki. wrocilismy do cieplego terminala. Po Lolite przyjechali rodzice i zabrali ze soba tez Darksofta i BlackWina. Ja wrocilem autobusem razem z Gryfem i Kenjim. Zjedlismy kebaba przy dworcu i kazdy poszedl w swoja strone.

Sebaloz/Lepsi.De

Leave a Reply