Lamers Team – Boogie Nights

Atarowscy Lamersi (Lamers Team) pozazdrościli chyba amigowcom i też postanowili rozpracować  po swojemu temat Saturday Night Fever, podczas odbywającego się party Silly Venture 2012. Wyszło im to całkiem nieźle. Efekty są spójne, kolorowe, udekorowane obowiązkowymi maskami osobników z afro. Najbardziej przypadł mi do gustu efekt dyskotekowej kuli, który pojawia się mniej więcej w 7 i pół minuty od uruchomienia dema (chociaż to bardziej efekt kropeczek niż kuli ale jest fajny jest pomysł i realizacja), a ciekawie wyglądających efektów jest oczywiście więcej. Bardzo podobają mi się także to co dzieje się pomiędzy ‚właściwymi efektami’, czyli zróżnicowane efekty przejść, wejść i wyjść. W tym elemencie autorzy przyłożyli się, może nawet nadmiarowo, bo jest tychże przejść całkiem sporo, a czasem średnio pasują i trochę brakuje im dynamiki (do ideału) ale generalnie bardzo skutecznie rozbijają monotonię i utarte, scenowe schematy prezentowania efektów, fantazyjnością dorównujące niemal pracy na taśmie w sortowni. A może to skutek uboczny tego, że w produkcji uczestniczyło 3 koderów?

Schematyczna natomiast jest nieco muzyka. Nie jest zła ale brakuje jej jakiegoś chwytliwego, melodyjnego motywu wzorem tych ogrywanych na parkietach Studia 54. Gdzieś w połowie dema pojawia się konstatacja, że dłuższy kawałek muzyki chyba się nie zmieścił do pamięci, bo w kółko ogrywane są te same lub niewiele zmodyfikowane zestawy nutek.

6 komentarzy Lamers Team – Boogie Nights

  • MDW

    W pełni popieram opinię „g” na temat dema. Fajnie mi się oglądało. Kilka elementów faktycznie bardzo pomysłowych i dobrze zrobionych.

  • gepard

    co do muzyki: muza w/g mnie świetna ale to kwestia gustu, natomiast Wieczór miał przechlapane podczas tworzenia tego dema, ponieważ co chwile obcinano mu kolejne dźwięki by wszystko zmieściło sie na styk w pamięci :)
    Produkcja wymaga 192kb pamięci, depakuje sie w locie z jednego pliku, stąd przejścia między partami (a nic tak nie psuje dema jak puste czarne ekrany podczas depacku)

    • g

      No właśnie. Fajnie gdy takie ograniczenia są twórczo wykorzystywane, postają jakieś ozdobniki, łączniki. Niby nie jest to główny element dema ale moim zdaniem niedostatecznie doceniany. Dla porównania amigowe „Technological Death” można pooglądać do dzisiaj właśnie między innymi napakowaniu go takimi ozdóbkami i akcją pomiędzy efektami ‚właściwymi’.

      Tak czy inaczej gratuluję porządnego dema.

  • Wieczór

    A tu „muzyk” osobiście :) Przyznam, że było to dla mnie spore wyzwanie z którym poradziłem sobie (w mojej opinii) na poziomie, hm, akceptowalnym. Po pierwsze styl lat 70-ych nie jest taki prosty jakby mogło się wydawać, a dla mnie zupełnie nowy. Z chwytliwym motywem miałem problem to fakt, najbardziej zadowolony jestem z linii basów.

    A co do powtarzalności, to diagnoza jest w 100% trafna i to był mój największy ból, bo lubie „rozwijać” się w trakcie. Muza miała mieć nie więcej niż 6kb z groszami. A potem request – skróć jeszcze o 200 bajtów i dodaj jakieś 2 minuty :) No i niestety efekt nie mógł wyglądać inaczej jak powtórki. W międzyczasie musiało też wypaść parę urozmaiceń – werjsa początkowa była bardziej różnorodna ale trzeba było się zmieścić i nastąpiły cięcia.

    Mamy jednak już mały pomysł jak ominąć to w przyszłości, tak aby np. ten sam motyw podniesiony o kilka półtonów nie zajmował całego nowego patternu. Ale to się zobaczy ;) Jestem zadowolony o tyle, że muzyka nie jest bolesna dla słuchaczy :D Pozdrawiam

    • g

      Za walkę z przeciwnościami i ograniczeniami laurka

      Natomiast co do utworu – on sam w sobie nie jest zły i w dowolnym demie o genericowej tematyce spokojnie mógłby lecieć jako soundtrack. Niemniej w Boogie Nights zabrakło mi trochę takiego wesołkowato, funkowo-dyskotekowego feelingu jakiego oczekiwałem. Ale to też tylko moja osobista interpretacja.

      acha, jeszcze zapomniałem napisać, że koderski imperializm trzeba zwalczać, przecież muzyka nie może cierpieć kosztem jakiegoś kręcącego się ziemniaka ;).

Leave a Reply