Masters of Electric City – Unshaped

Zastanawiałem się chwilę nad przymiotnikiem jakim określić to demo i nie bardzo przychodzi mi nic innego niż: wybitne. Czemu? Bo Unshaped prostymi środkami wyłamuje się z niektóryc wielu męczących-scenowych schematów, odrywa od ograczniczającej estetyki hardware’u Atari XE na którym operuje, a efekty chociaż nie piorunują wydajnością rutynek właśnie dzięki temu dokładają się do glitchowo-noise’owego klimatu. To demko swoje  manmaschine’owo-tetsuowate pole obrabia bezkonkurencyjnie, tak, że trudno byłoby oddać mu sprawiedliwość ważąć liczbę oddanych na produkcję głosów w swojej kategorii.

W zasadzie jest ono tak samo inne od pozostałych dem w compo jak jego myzyka od większości POKE’owych chiptunów. Modulacyjne sprzężenia na tyle dobrze maskują sprzętową prowieniencję, że gdybym nie wiedział z góry jakie demo oglądam, miałbym problem z określeniem z jakiego to komputerka leci (to zresztą dotyczy całego dema). Charczące riffy bardzo dobrze podtrzymują rytm i mechanikę całego dema, a samo demo skwapliwie korzysta z dobrze skomponowanej muzycznej masy do zaprezentowania synchronizacyjnych detalików.

Co by tu nie pisać więcej – dla mnie mocny kandydat do dema roku, Sceneogór Awardsów i co tam jeszcze jest w kalendarzu…

Live! – Muda

96 kilobajtów wystarczyło grupie Live! aby zaprezentować bardzo przyzwoite demko (chociaż to intro) podczas Silly Venture 2012. Intro o tytule Muda uruchamia się na Atari STe z 4MB pamięci i posiada całkiem demkową aparycję, którą demaskują głównie syntetyczne dźwięki. Dźwięki, które swoją drogą są bardzo przyzwoite i zyskują dzięki użyciu ‚nieAYkowych’ perkusji tyleż ile samo intro w warstwie wizualnej zawdzięcza prezentowanym graficzkom i logosikom – potrawa z przyprawami. Same animacje czasu rzeczywistego dają bardzo dobry pokaz umiejętności koderskich skonfrontowanych z ograczniczeniami sprzętu, z której to konfrontacji koder tOmy wychodzi zwycięzko.

Lamers Team – Boogie Nights

Atarowscy Lamersi (Lamers Team) pozazdrościli chyba amigowcom i też postanowili rozpracować  po swojemu temat Saturday Night Fever, podczas odbywającego się party Silly Venture 2012. Wyszło im to całkiem nieźle. Efekty są spójne, kolorowe, udekorowane obowiązkowymi maskami osobników z afro. Najbardziej przypadł mi do gustu efekt dyskotekowej kuli, który pojawia się mniej więcej w 7 i pół minuty od uruchomienia dema (chociaż to bardziej efekt kropeczek niż kuli ale jest fajny jest pomysł i realizacja), a ciekawie wyglądających efektów jest oczywiście więcej. Bardzo podobają mi się także to co dzieje się pomiędzy ‚właściwymi efektami’, czyli zróżnicowane efekty przejść, wejść i wyjść. W tym elemencie autorzy przyłożyli się, może nawet nadmiarowo, bo jest tychże przejść całkiem sporo, a czasem średnio pasują i trochę brakuje im dynamiki (do ideału) ale generalnie bardzo skutecznie rozbijają monotonię i utarte, scenowe schematy prezentowania efektów, fantazyjnością dorównujące niemal pracy na taśmie w sortowni. A może to skutek uboczny tego, że w produkcji uczestniczyło 3 koderów?

Schematyczna natomiast jest nieco muzyka. Nie jest zła ale brakuje jej jakiegoś chwytliwego, melodyjnego motywu wzorem tych ogrywanych na parkietach Studia 54. Gdzieś w połowie dema pojawia się konstatacja, że dłuższy kawałek muzyki chyba się nie zmieścił do pamięci, bo w kółko ogrywane są te same lub niewiele zmodyfikowane zestawy nutek.