Masters of Electric City – Unreversable

No podoba mi się jak zwykle w Mec’u próba ucieczki w oryginalność poprzez maskowanie spranych scenowo efektów ascetyczną estetyką. Podobają mi się trochę zestawy znaczków (ale to już widzieliśmy na takich różnych TMDCach), które udają kolorowe pikselki ale jeszcze bardziej podoba mi się użycie różnych ich zestawów, a potem wzajemne przenikanie, transformacje między efektami, co wygląda jakby na ekranie toczyła się ciągła walka. Czyżbyśmy dojrzeli do momentu, gdy przejścia między efektami są ciekawsze od samych efektów? Choć fanem muzyki ST nie jestem to i tutaj udaje się Mec’owi mnie do tych popiskiwań nawet przekonać. Tutaj i dźwięki między sobą walczą, przepychają się i  sprzęgają. Dla mnie Masters of Atari City.

Masters of Electric City – Unshaped

Zastanawiałem się chwilę nad przymiotnikiem jakim określić to demo i nie bardzo przychodzi mi nic innego niż: wybitne. Czemu? Bo Unshaped prostymi środkami wyłamuje się z niektóryc wielu męczących-scenowych schematów, odrywa od ograczniczającej estetyki hardware’u Atari XE na którym operuje, a efekty chociaż nie piorunują wydajnością rutynek właśnie dzięki temu dokładają się do glitchowo-noise’owego klimatu. To demko swoje  manmaschine’owo-tetsuowate pole obrabia bezkonkurencyjnie, tak, że trudno byłoby oddać mu sprawiedliwość ważąć liczbę oddanych na produkcję głosów w swojej kategorii.

W zasadzie jest ono tak samo inne od pozostałych dem w compo jak jego myzyka od większości POKE’owych chiptunów. Modulacyjne sprzężenia na tyle dobrze maskują sprzętową prowieniencję, że gdybym nie wiedział z góry jakie demo oglądam, miałbym problem z określeniem z jakiego to komputerka leci (to zresztą dotyczy całego dema). Charczące riffy bardzo dobrze podtrzymują rytm i mechanikę całego dema, a samo demo skwapliwie korzysta z dobrze skomponowanej muzycznej masy do zaprezentowania synchronizacyjnych detalików.

Co by tu nie pisać więcej – dla mnie mocny kandydat do dema roku, Sceneogór Awardsów i co tam jeszcze jest w kalendarzu…