Dema w damskich oczach

Zapewne nie zaskoczę was spostrzeżeniem, jakie nasunęło mi się po kilku latach konfidencji z demosceną: jest to zdecydowanie męska domena. Panowie tworzą, prezentują, organizują, zaś kobietki pojawiają się na scenie z racji tego, że są dziewczynami czy żonami twórców, prezentujących i organizatorów. 

Choć nie jestem związkowo obciążona żadnym scenowcem, dana mi była przyjemność poznania twórczości demosceny i samych twórców, a ponieważ nie jestem związkowo obciążona żadnym scenowcem, nie można mnie posądzić o zainteresowanie z przymusu ;). K woli ścisłości: nie jestem informatykiem w żadnym ze znaczeń tego szeroko pojmowanego pojęcia, nie miałam nigdy Amigi ani innych podobnych urządzeń, nie grywam w gry komputerowe. I mimo, że koledzy scenowcy już z 8 lat tłumaczą mi, jak działa demo, i mój osobisty kolega mąż-informatyk również próbował, nie potrafię zrozumieć na czym polega to coś, co się dzieje z demem, i co ma związek z czasem rzeczywistym (?czas rzeczywisty? – brrr!!). Albo np. hasło ze Słownika Scenowca: ?Animacja ? sekwencja szybko wyświetlanych obrazów tworzących wrażenie ruchu – dotąd czaję – Używany w odniesieniu do multimedialnych produkcji scenowych nie uruchamianych z pliku wykonywalnego, tylko odtwarzanych za pomocą typowego odtwarzacz plików wideo?. Pradawni bogowie!! Widocznie skomplikowany kobiecy intelekt jest niekompatybilny z wiedzą tego rodzaju. W żaden sposób nie przeszkadza mi to w przeżywaniu dem, a nawet proces ten uatrakcyjnia; obrazy i dźwięk wizualizują się w sposób ezoteryczny, czary-mary i z pustego kapelusza wyskakuje biały królik. Nie są istotne dla mnie szczegóły techniczne, którymi tak podniecają się scenowcy: z ilu metrów nici utkano materiał z którego jest wykonany kapelusz, kto go szył, pyły której wojny światowej osiadły na nim? Przykro mi panowie, tajemnica kapelusza jest zbyt tajemnicza, dla mnie liczy się tylko królik ;).

Ale wracając do tematu: jako niezależny obserwator płci żeńskiej zostałam poproszona o wypowiedzenie się na temat dem, co niniejszym czynię.

Pierwsze moje party. Przyjechałam z mocnym postanowieniem zobaczenia dem (raz dla odmiany ;)). Dema widywałam już i wcześniej, w bardziej kuluarowych okolicznościach, teraz zaś chciałam porządnie obejrzeć prezentacje, na big scrinie, z dreszczykiem emocji, z autorami, oklaski, owacje, słowem pouczestniczyć w tym w czasie rzeczywistym… i prawie mi się nie udało. Bo skąd mogłam przypuszczać, że party organizuje się głównie po to, żeby w miłej, niewymuszonej atmosferze godzinami rozkładać sprzęt?!! Kilka grubych godzin później, kiedy wreszcie Rozłożono i Podłączono co trzeba, i kiedy wreszcie to wszystko zaczęło DZIAŁAĆ? Nie dałam rady wytrwać do końca. Ale kilka prezentacji zobaczyłam i baaardzo mi się podobały.

Bo ja generalnie lubię oglądać dema ?. Choć są kanciaste i elektroniczne, mają dużą wartość estetyczną. Lubię te proste obrazy w ruchu, bez jasnego przekazu (tekstu, słów), obiekty przemieszczające się, zmieniające kształty, kolory. Wpatrujesz się w ekran, wpatrujesz, i coraz bardziej się wkręcasz, relaksujesz, odrywasz od świata rzeczywistego i przenosisz w ten cybernetyczny. Dema mają w sobie moc hipnotyzowania ?. Ciekawe? Czy ktoś to już sprawdzał? Sztuka demowa przypomina mi polskie filmy animowane z drugiej polowy XX w. : ?Tango? Rybczyńskiego, ?Łabędzia? Aleksandry Korejewo, ?Nerwowe życie kosmosu? Dumala. Pamiętam je z dzieciństwa, urzekały mnie, czarowały. Historie opowiadane bez słów, poruszające wyobraźnię, zupełnie jak dema. Tylko w demach narzędzie jest inne.

W tych robionych na Amigach odbiorca widzi i słyszy ślady narzędzia ? piksele, jak maźnięcia pędzla, elektroniczne dźwięki których nie można pomylić z niczym. Wzmacnia to świadomość, że produkcja została stworzona za pomocą komputera. Takim jest np. demo Guardian Dragon grupy Kefrens: kanciaste, pikselowate, kolorowe, lekkie, odprężające, wesołe, do tego fajna muzyka. Podoba mi się ten efekt w środku, kiedy z czarnego ekranu kratka po kratce wyłania się wykwit różowych fraktali, muzyka i obraz zwalnia i ma się wrażenie, że komputer ma problem z przemieleniem danych. Doskonałe posunięcie! A potem w spektakularny sposób pojawia się znaczek tego, noo? Batmana! I literki radośnie podskakujące na dole. Słodkie ?.

Podzieliłabym dema na dwie kategorie: wesołe i poważne. Guardian Dragon jest jednym z lepszych z tych wesołych, a np. Nexus 7 Andromedy jest z tych wesołych-mniej udanych, bo jako całość jest nudnawe, choć ma całkiem fajne momenty, jak choćby obracająca się, rozżarzona kupa.

Z kolei Past is Prologue grupy Traction to demo z kategorii poważne, i podoba mi się bardzo za genialne wizualizacje, dobrą muzykę, spójną treść i to, że opowiada jakąś historię.

Dema robione na nowszym sprzęcie, np. na PC, są ładniejsze i bardziej wypasione od amigowych, ale nie ma w nich tej niewybrednej, kanciastej, elektronicznej prostoty, bardziej przypominają japońskie filmy animowane niż produkt pracy komputera. Za to są naprawdę ładne, a nawet piękne. Szczęka mi opada przy Square grupy Still czy Traceless TBC. Jaką trzeba mieć wyobraźnię, żeby wymyślić coś takiego, czego nie widuje się w świecie rzeczywistym, wprawić to w ruch, dodać światło i połączyć z dźwiękiem, i zrobić to w tak pomysłowy sposób. Czysta, rozpasana abstrakcja, której w zasadzie nic nie ogranicza. A już przy czymś takim jak Mito Chondrio ASD to przysięgam, nawet moja babcia wpadłaby w zachwyt! Wyobrażacie to sobie na big, big, big scrinie w 3D?!!

Fascynujące: za pomocą języka matematyki zwyczajni chłopcy czysty kod programistyczny zamieniają w piękno. Panowie, nie wiem jak to robicie, ale jesteście genialni! ;)

PS:

?Sztuka jest odtwarzaniem rzeczy, bądź konstruowaniem form, bądź wyrażaniem przeżyć ? jeśli wytwór tego odtwarzania, konstruowania, wyrażania jest zdolny zachwycać, bądź wzruszać, bądź wstrząsać.Tatarkiewicz W., Dzieje Sześciu Pojęć. Dema są sztandarową sztuką epoki cybernetycznej. Dema mogą się podobać i podobają się nie tylko ludziom związanym z demosceną. Powinno się je popularyzować, popularyzować i jeszcze raz popularyzować.

1 comment to Dema w damskich oczach

  • Zeekat

    Dema robione już od w miarę wczesnych lat 90 nadają się do oglądania nie tylko przez nerdów – załapie każdy przechodzień z jakąś wrażliwością na ruchome obrazki i fajną muzykę.Tyle że przeciętny przechodzień demosceny nie znał i dalej nie zna (widziałem pytania „czy to after effects?” pod filmami z demami na youtubie), szkoda.

    Demoscena to chyba jedyna podziemna scena która będąc 100% niekomercyjnym zjawiskiem jednocześnie wytwarzała dzieła wysokiej technicznie jakości. W przypadku scen muzycznych zazwyczaj było/jest tak, że im głębiej pod ziemię tym większa DIY toporność i siermięga :)

Leave a Reply