Tak, to nie żart. Wbrew obiegowej opinii, że dema nie służą do niczego, bo nie współpracują z padem/joystickiem, okazuje się, że demami można straszyć. No z tymi dziećmi to może trochę przesada, bo dorosłych też można. I tak to nieco z przymrużeniem oka czyni Tyler Durden na oficjalnym blogu firmy Kaspersky w tekście How Scary Can An Old-School Programmer Be?, ilustrując go obszernie produkcjami z Assembly. Na szczęście swoją wizję demosceny konkluduje pozytywną nutą :).

a mój syn nie wyobraża sobie dnia bez http://pouet.net/prod.php?which=9096 :)
demoskana 90’s to był szwindel. zasady dla twórców specjalistycznie opracowane na uglebienie. grafik przerabia nieudolnie skan i wciska ciemnotę, że pixel art, a jako że był organizatorem to uglebia prace wykonane uczciwą techniką. radzę trzymać się od tego z daleka
Masz całkowitą rację! Nawet udało się kilka osób złapać na gorącym uczynku i zarejestrować czyn przestępczy na taśmie VHS http://www.youtube.com/watch?v=oH7437e921w .
Nagranie z IO 94 może posłużyć jako dowód w sprawie o odszkodowanie za rozchwianie stanu emocjonalnego młodzieży, które jak widać może utrzymywać się nawet 20 lat później. Działaj! :D
lubisz to bagatelizuj… cały ten lewy interes
Trolujesz jak amator :)
nie troluję, mogę łatwo wykazać, że to był przekręt oparty o stalinowskie wzorce. w demkach efekty były kupne lub podarowane, bo czemu wszyscy koderzy tłukli tylko zoom rotatory, a potem uparli się jak jeden na 2d bumpa, jak można setki innych efektów proceduralnych zaprogramować? (zobacz ile tego jest w generatorach jak genetica, w wizualizacjach winampa czy filtry photoshopa). bo powstał jeden i reszta się nim wymieniała i wygrywali ciągle jedni i ci sami. skanerzy też byli na topie, a sprytni swaperzy zbierali votki na party i wygrywali w music compo. pic na wodę fotomontaż i dzisiaj ta top elita robi demka sami dla siebie (zob. ilość wyświetleń na youtubie, to ja mam więcej odwiedzin na zdjęciach z parku)
To wykaż.
już masz co nieco napisane i niejeden osobnik o tym wie od dawna, co za tym idzie sporo osób może to potwierdzić, zresztą sam się zetknąłęm ze sprzedażą efektów.
inna sprawa, że reguły wykonywania prac: wszystko musi być oryginalne, wszystko od a do z trzeba samemu wymyśleć i nikogo nie pytać bo jesteś lamerem, zero materiałów, kursów ni szkoleń – z głowy… piękne, złote zasady, które brzmią mądrze, uczciwie i ambitnie. nic tylko kupić. jedyny szkopuł w tym że są całkowicie nierealne. kto to potraktuje poważnie jest uglebiony na amen i nie ruszy z miejsca, a party powygrywają skanerzy i kupcy
W swoim czwartym komentarzu zacząłeś się powtarzać. To nie rokuje dobrze. Tak samo jak fakt, że komentujesz pod wiadomością, z którą treść Twoich komentarzy nie ma żadnego ale to żadnego związku chyba, że sugerujesz w tym, że to właśnie Assembly (organizatorzy? uczestnicy?) siedziało i siedzi w tym procederze.
Sęk w tym, że musiałbyś się ostro wysilić, aby przeforsować i udowodnić swoją hipotezę i to byłby materiał na obszerne opracowanie z konkretną faktografią, a nie „co nieco”. Taki tekst mógłby być nawet ciekawy i zasługiwać na opublikowanie we właściwym dla siebie miejscu (nawet na tej stronie w dziale publicystyki). W każdym innym wypadku pozostajesz na półeczce ze spóźnionymi prima aprilisowymi żartami.
Zazdroszczę, ja swojego trolla jakoś nie mogę się dorobić ;)
hehe, chętnie odstąpię :>