Kto nie był niech żałuje, tyle się działo podczas Silly Venture 2k11, jednej z 3 (!!!) imprez demoscenowych poświęconych wyłącznie komputerom Atari (małym i dużym). Wydaje się, że tak jak w połowie lat 80. w Polsce triumfował na scenie ZX Spectrum 48K, później pałeczkę pierwszeństwa przejął C64, a w latach 90. królowała Amiga (zastąpiona następnie przez pecety), tak współcześnie na polskiej scenie dominuje Atari.
W przyszłym roku Atarowcy prawdopodobnie będą mieli szansę konkurować ze sobą podczas dwóch demo parties (Głuchołazy 2012 w lipcu oraz Silly Venture 2k12 pod koniec roku) oraz dobrze przygotować się do obu imprez podczas meetingu zatytułowanego Grzybsoniada (ta nazwa nie ma związku z pecetami).
Uwaga, w poniższym filmie od 0:44:25 jest piekło.
A Ty, na jakie atarowe party wybierasz się przyszłym roku?
Wrzucone ostatnio przez Raidena gdzies na Facebooku, co przypomniało mi ze to niezła kompresja danych była – prosto z IO2, jeszcze zanim ściany zaczeły kojarzyć się z zaimportowanymi z Japonii durnotami, jedno z niewielu dem z komercyjną muzą, made in Union.
Atarowcy chwala się relacjami z (oldskoolowym) Kombi, to i Commodore’owcy powinni pochwalić się zwiazkami z Czerwonymi Gitarami:
Cytat z opisu aukcji:
„Ciekawostką jest drugi element zestawu – stacja Commodore 1541 wyprodukowana w Japonii, której poprzednim właścicielem był Seweryn Krajewski z zespołu Czerwone Gitary. Dostałem ją w komplecie z automatem perkusyjnym Emu SP-12 Turbo odkupionym od muzyka. Służyła do wgrywania do urządzenia sampli z brzmieniami. Automat ten można usłyszeć w większości przebojów Seweryna z lat 80-tych, m.in. „Baw mnie”, „Przemija uroda w nas” itp.”
Co to, kto to David Whiting? Nie wiem ale co za różnica w zasadzie… Sam tytuł albumu wystarczy, aby go tutaj umieścić. Synth-popowe disco, sygnowane nie mówiącym nic imieniem i nazwiskiem – idealne na dobry początek. So let’s explore that ‚Quest’…
Nie musi lamentować ten, któremu Amiga spleśniała w piwnicy a w zasilaczu zamieszkały myszki. Amiga jak żywa gra i miga bez swojej doczesnej skorupy, bo dinozaur z Abyss powrócił i postanowił zrobić dla świata kolejną bezsensowną rzecz. DisIsSID#4 to stareńki, mini dysk muzyczny (z Amigi), którym Amiga udawała, że jest C64, a teraz to wszystko jest udawane przez przeglądarkę w html z odrobiną Javy. Była też wcześniej wersja dla PC. więcej…
Scena ma już za sobą lata swojej świetności[1]. Czasy, gdy party o zasięgu ogólnokrajowym przyciągały setki uczestników bliższe tysiącowi, pewnie już nie powrócą (choć kto wie skoro przewrotna moda na przeróżne oldskule pojawia się co i rusz), bla bla bla, itd… chwila. Stop. To nie będzie kolejny rzewny tekst wspominkowy o tym ‚jak smakowała kiełbasa za okupacji’. Świat i tak nie wierzy łzom ;). Tym razem będzie o tym jak widzieliśmy scenę kiedyś, jak ją widzimy dzisiaj, i ile zostało w niej do odkrycia. Moją teza jest, wbrew pozorom, bardzo optymistyczna. Ale do rzeczy… jedziemy dalej…
W Internecie, jeśli dobrze poszukać, znaleźć można całkiem sporo ciekawych rzeczy. Niestety w praktyce bywa tak, że łatwiej znajdują nas śmieci rozrzucane wszędzie przez podstarzałe „dzieci neostrady”, które po dwóch dniach zna cały Internet, a o których TVN robi trzyminutowy materiał na lekkie zakończenie głównego wydania Faktów. To temat na zupełnie inną rozprawkę, którą pewnie prędzej czy później popełnię, niemniej narzuca się on sam, kiedy znajdując tak slideshow, który w sieci wisi od 2009, widzę, że ma on 81 wyświetleń (w tym ze 20 tych, które nabiły osoby, którym sam go pokazałem jakiś czas temu).
Nie ma co się rozwodzić, wracając do zasadniczego tematu, prezentowany dzisiaj film to animowany slideshow z rysunkami aktywnego niegdyś na scenie Neuromancera/Skulls z muzyką Dana (kiedyś z grupy Investation), czyli brygad z południowo-zachodniej okolicy naszego kraju, które swoją markę i uznanie kiedyś na scenie miały wyrobioną. Dziś taki slideshow to po prostu ładna laurka w przyzwoitym odschoolowym klimacie. A więc nabijajcie wejścia, a chłopaki się może trochę zdziwią i nieco ucieszą, że ktoś o nich sobie przypomniał, a blade ogień undergroundu nie zgaśnie przy oślepiającym świetle glitter’ów, virali i innych pierdół służących wyłącznie do marnowania mojego czasu.
ps: Na youtubowych kanałach Tomel78 oraz skullsdevelopcompany można znaleźć jeszcze kilka niezgorszych, trącących myszką od Amigi 500, animek niniejszej brygady.
Pamiętacie ten klimat, kiedy nawet klika zdigitalizowanych obrazków w hamie to był stuff, którym się nie gardziło? Fajna muzyczka plus kilka zdjęć i wychodzi prawie demo. „The slideshow” zasadniczo. Aż szkoda było kasować.
Nie przepadam za wild/crazy demami. Na polskich parties ciężko je nawet obejrzeć do końca, bo większość z nich wydaje się być klepana według jednego i tego samego schematu, czyli: 1. grupa kolesi jedzie się gdzieś napierdolić, 2. chleje sobie na umór, 3. potem traci kontakt z rzeczywistością i z tego właśnie powstaje film. Cóż, dla mnie ani to specjalnie zabawne, ani ciekawe. Ale cóż, niektórzy widocznie to lubią.
Na szczęście są jeszcze produkcje takie jak „The agony of an artist”. Ten „short wild” grupy Tekotuotanto, wydany kilkanaście dni temu na Alternative Party 2011, mimo, że też ociera się o motywy „butelkowe”, wykracza poza powyższy schemat. Z dystansem i słodko-gorzkim humorem stara się opowiedzieć o cierpieniach artysty. Ot, takie scenowo-współczesne „Cierpienia młodego Wertera” :)
Demo Substance grup Quartex i Alliance Design z party „Amiga Summit Convention” z 1991 roku, na którym zajęło drugą lokatę, to jedna z najklasyczniejszych pozycji amigowego oldskulu, między innymi dzięki spektakularnej ścieżce dźwiękowej Mobiego (moduł „Knulla Kuk”). Choć brzmienie gitar i innych „sekcji” w czterokanałowyn modułku Moby osiągnął bardzo sympatycznie charakterystyczne to zawsze pojawia się ciekawość „a jakby to zabrzmiało na prawdziwej gitarze”. Otóż i zagadka rozwiązana:
ps: to jedno z tych dem, których nie da się całkowicie oddać na Youtube, gdyż posiada elementy interaktywne. To nie jest ‚animacja…’ :)
Najwyższa pora zaprezentować w końcu coś z małego Atari. C-Drug grupy Agenda Madteam Laresistance to zwycięzca w kategorii demo compo na party Silly Venture 2011. Muzyka jak na mój osobisty gust jest nieco przyciężkawa, niemniej wizualna warstwa to bardzo fajna kompozycja ciekawej grafiki z ruchomymi elementami od dwóch, w porywach do trzech „D”.
Łosie to dość popularnie wystepujące na scenie zwierzęta. Niektóre są szalone, a inne są małe ale trzy. 3 Little Elks wprowadziły na Amigowej scenie pierwszy bump mapping (o ile mnie pamięć nie myli, a jeśli myli to proszę o niski wymiar kary i poprawną odpowiedź) w rytmie poruszającego kończynką disko-densu.
ps: przy okazji nadrobimy hiddenparta w technologii multimedialnej
Perełka, która znalazłem w zbiorze Gorzygi. W niczym nie ustępuje Relicowi. Końcowa scenka z przelotem i odbiciami wody – prześliczna. A muzyka jakoś tak mi się kojarzy z Tintem/TBL-ów.
Jedno z tych dem, ktore uderzyło mnie po oczach i uszach za pierwszym zamachem, z siłą pneumatycznego obucha. Wyważona kolorystyka, ładne rozmyte sceny, pasująca do całości hipnotyczna muzyka.
Znacznie później przeczytałem jak powstało Respirator Stories. Oryginalna wypowiedź Loaderrora, komentarz z Pouet.net (warto przeczytać!):
„There is always the problem of effects not really fitting with the theme of the demo. Different people have different ideas, and you cant really stop groupmembers from doing exactly what they want to do.. Eg..worst way to make a demo is probably to make one of the members dictate exactly what the others should do.. The result would be that nobody would do anything. This demo was supposed to be kind of medical in style at first since I had taken those pictures that we had never used. I had also coded the voxelroutine, which I worked a lot on to make fast enough. I really wanted to have the voxel in there, so I thought about the concept of some supersecret facility in the mountains doing experiments on humans ;) . Zixaq wanted it to have a sort of mental flashback style of paranoia style. Knowing all this, cheetah started to do some modelling in lightwave. He made a fish!!(which was so cool that we just had to have it in there) Then I said:”Maybe we should have another technological fish chasing the first fish(animal experiments in the mountains)”, so cheetah made a shark, but the techno thing never got in there and the chasing sequence looked a bit like the fighting scenes in loonies’ demos.. Now we have: medical images, mountains, a tune that was completely mad and wacky in a slightly humorous sense.. Zixaq decided to make a new tune that was more dark and scary one week before the party.. Cheetah moved to france and couldnt do any more graphics.. So far, the only thing we could agree on is that it should be dark and use blue/green all the way. SOOO here comes the explanation of the final result which ties it all together and proves that this is actually consistent content and design ;) ……….. A guy who is struggling to stay alive in his respirator fighting some horrible disease in his brain. Once in a while he starts hallucinating that evil is coming for him (shark, voxel == bottom of ocean, and the last weird fish) (this evil is inspired by the sleeping hall at Breakpoint. One of the working titles was „Stories from the sleeping hall” ).. The lightrays are from the times when he is awake and sees various doctor stuff… He might even be in the secret lab in the mountains as a guinea pig. The spline effect is a projection of his brain-synapses overacting. He obviously is experiencing a lot of stuff and will undoubtedly have a few respirator stories to tell!!!!!!!!!!!!!!! Hah! David Lynch, go suck on a lemon!!!”
Pierwsze „duże” demo jakie widziałem na Amidze (wcześniej znałem tylko Product by Brainstorm). Do dzis uważam za jedno z najlepszych jakie powstały, choć świadom jestem kontrowersji dotyczących na przykład obecnych w demie animacji. Sam nie wiem co mnie w nim tak urzekło, ale za pewne jest to kombinacja hipnotycznej muzyki, designu i klimatu ogólnego dema. Obowiązkowy element każdego pokazu dem jak dla mnie i sam innych nim katuję przy każdej okazji (wrzuciłem sobie na telefon, który z reguły mam przy sobie ;)).